Przejdź do głównej zawartości

Jak mi to wyszło? How I Make Bilbo Baggins?

Udało się!
Uszyłam i wykończyłam chyba najbardziej złożony kostium dla Julka w mojej karierze.
No, obok kostiumu Juliusza Cezara ;)
Miałam kilka "załamek" w trakcie tworzenia... sama jestem zaskoczona, że mi wszystko wyszło!
Pierwsza załamka przyszła tuż po zakupie materiałów, kiedy usłyszałam od swego syna:
- ja już nie chcę być Bilbem. Ja chcę być Frodo Bagginsem
- dlaczego? - zapytałam przerażona
- bo Frodo ma fajną pelerynę
- ale mamusia już kupiła materiał kochanie - powiedziałam błagalnym tonem
- no dobrze, niech będzie Bilbo...
Ufff...
Wyprawa po materiały też nie obyła się bez przygód.
Miałam kupić przez internet - żeby było taniej - tylko nie wiem czemu - pomroczność jakaś jasna mnie ogarnęła, że nie zamówiłam ich na czas.
Bal miał być we wtorek, więc materiały musiałam mieć najpóźniej w piątek.
Czemu zatem nie zamówiłam ich do środy, żeby mogły spokojnie przyjść do piątku?
Jak już mówiłam - pomroczność jasna :)
Jedyną deską ratunku była... Agnieszka!
To moja "szyjąca bratnia dusza" na warszawskiej ziemi. Osoba z pokładami Burd i takimi samymi dylematami szyciowymi co ja :) Poza tym matka dwójki dzieci w podobnym do Julka wieku.
Oczywiście - okazała się "lekiem na całe zło" i zawiozła mnie do sklepu, gdzie kupiłam wszystkie potrzebne materiały: czerwony sztruks, beżowy drelich, białą koszulówkę i zieloną chyba mikrofazę?


Wykroje znalazłam w Burdach:
- koszulę - Burda dla dzieci 1/2012 mod. 645
- kamizelkę i spodnie - Burda 06/2009 mod. 142 i 143
- marynarkę - Burda 02/2004 mod. 140, którą przedłużyłam i przerobiłam na surdut

Dodatkami uzupełniającymi kostium miały być:
- duże, gołe, owłosione stopy
- spiczaste uszy
- miecz "żądełko"
- guziki z symbolem żołędzia

Zaczęłam od zrobienia wykrojów.


Pierwszą uszyłam kamizelkę a jej szybkie i bezproblemowe uszycie dodało mi skrzydeł :)



Do niej zrobiłam z modeliny czepeczki na guziki, aby nadać kamizelce jak najbardziej wierny wygląd.
Nie są idealne :) Każdy inny, ale chociaż rozmiar ten sam ;) Pomalowane zostały bezbarwnym lakierem do paznokci.


Po kamizelce zajęłam się spodniami - te są najprostsze do uszycia. Materiał na nie był sztywny, ale łatwo poddający się obróbce - wszystko poszło gładko. W założeniu miały być luźne i szerokie. Dla ułatwienia na gumkę w pasie.



A tutaj rzut oka na warsztat pracy. Na podłodze widać wykroje :)


Przyszła kolej na koszulę - już ciut trudniejsza. Kupiłam na nią tańszą bawełnę, tak zwaną "kieszeniówkę", która generalnie służy do szycia poszewek kieszeni wszywanych do spodni :) 
Powodem była cena :) Bawełna koszulowa kosztowała za metr 22 zł a kieszeniówka 8 zł :)
Okazało się to potem dobrym wyborem, ponieważ kostium składał się z trzech warstw, więc cieniutka koszulka pod spodem nie powodowała przegrzania.

Krojenie odbywało się na łóżku. W tle widać mój niebieski niciak. Na łóżku obok nożyczek jest uszyty przez Agnieszkę przybornik krawiecki.



Koszula czeka na guziki :)



Na sam koniec przyszedł czas na surdut. Najtrudniejsza część kostiumu. Nie tylko ze względu na skomplikowanie, ale też materiał. Sztruks nie jest najłatwiejszym z materiałów :) Jest sztywny, gruby, nie poddaje się łatwo i do tego strasznie się sypie. Ten mój sztruks wszakże miał tę zaletę, że łatwo się prasował, co ułatwiało szycie. 
Tak jak wszystko do tej pory szło gładko, prosto i bez poślizgów czasowych, tak z surdutem zaczęły się przeboje.
Trzeba go było przedłużyć a do przedłużenia jest sześć elementów, które mają ze sobą grać. Do tego chciałam zaokrąglić końce kołnierza i poły przednie.
Krojenie poszło szybko.
Zaczęłam szyć. Zszyłam plecy, doszyłam boki, chciałam doszyć rękawy i zonk.
Okazało się, że źle przyszyłam boki do pleców - lewy do prawego i prawy do lewego.
A żeby było jeszcze gorzej, to zamiast odpruć te części i przyszyć dobrze, to postanowiłam odciąć niepasujące elementy i na siłę doszyć rękawy!
Normalnie kolejna pomroczność jasna!
"Zostaw to!" - pomyślałam - późno jest, zmęczona jesteś, zaczniesz jutro od nowa.
W tym czasie robiłam stopy. W tle widać przewieszony na krześle surdut a po lewej stronie na gablotce wisi koszula z kamizelką.



Stopy to była dla mnie największa tajemnica... Musiały być. W końcu to właśnie stopy tworzą osobliwy wygląd hobbita :) Najpierw miały być z masy papierowej w formie nakładki na kapeć.
Jednak z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że nie zdążę. Poza tym chciałam, żeby były jak najbardziej realistyczne.
W tym miejscu słuszną uwagę poczyniła Lotta - zrób stopy z rajstop!
Tak się stało.
Kupiłam w kiosku rajstopy damskie rozmiar 2, kolor beż, cena 3,50 zł i zadowolona wróciłam do pracy :)
Formowanie stóp nie było łatwe - zwłaszcza o 22 :)
Po wielu próbach podjętych na wielu rodzajach obuwia - najlepiej zaprezentowały się crocsy.
Są sztywne, lekkie a swoją budową przypominają rozczłapaną stopę.

W rezultacie wyszły tak:


Po stopach przyszedł czas na miecz - żądełko. 
Chciałam je zrobić z birmaty, żeby był taki ładny, gładziutki, ale oczywiście czasu zabrakło i wykorzystałam pudełko od papierów scrapowych.


Szablon znalazłam tutaj i jest fajny i prosty. Co najważniejsze - miecz wygląda realistycznie. 


Po wycięciu części posprejowałam je na srebrno - dzięki Inia za pożyczenie spreju!
Po wyschnięciu całość posklejana klejem na gorąco - trzyma się super!


Następnego dnia, a był to już dzień balu, od rana zabrałam się za naprawę surduta.




Żeby było bardziej interesująco, po skrojeniu uszkodzonych części, największy problem sprawił mi... kołnierz!
Nie wiem czemu, ale za Chiny nie mogłam dojść jak go przyszyć! Kolejna pomroczność!
Ale to chyba przez to, że przerabiałam mu brzegi - ze szpiczastych na zaokrąglone.
Nawet wszywanie rękawów - moja osobista zgroza - poszły bez problemów! A ten kołnierz... uh!
Nadal nie jestem z niego zadowolona. Wyszło na to, że z jednej strony jest dłuższy a to już jest dla mnie średniowieczną tajemnicą...

Koniec końców - skończyłam na czas :)
Bal był na 15 a ja skończyłam szyć o 12:30. Zdążyłam przed wyjściem jeszcze poodkurzać nitki i ścinki, ogarnąć biurko i o 14:30 wyszłam do szkoły zanieść kostium i pomóc Julkowi się przebrać.


Teraz ostatnia rzecz: sesja fotograficzna! Ciociu Lotko! Widzimy się już niedługo :)

I tak mój szalony plan: projekt Bilbo Baggins dobiegł końca a Julek wygląda jak prawdziwy hobbit!
Ciekawe co na przyszły rok wymyślimy... ;)














Komentarze

  1. Zuza, full szacun! Jestem pod wrażeniem! Niezła jesteś :) Strój wyszedł świetnie, a stopy Hobbita to mistrzostwo świata, rewelacyjny pomysł!
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Matko Zuzo! Jak Ci to wyszło? Genialnie! Wszystko tak odszyte, te guziczki, stopy, miecz ... Jesteś niesamowita!
    Przy tak wysoko ustawionej poprzeczce - co będzie za rok? :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały strój, a stopy rewelacyjne :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam! serio jesteś niesamowita, że Ci się chciało :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za zostawienie komentarza :)

Popularne posty z tego bloga

Mini album "Kindeness" Prima Rose Quartz

Tak... Fajnie jest wpaść z wizytą do znajomego sklepu i wynieść jeszcze ciepłą, świeżutką kolekcję Primy "Rose Quartz" :)
Powstał z niej mini album na czarnej bazie, dosyć prosty w konstrukcji i właściwie oszczędny w ozdobach. Został skonstruowany do pomieszczenia klasycznego formatu zdjęć 9x13.
Zamykany jest - jak dla mnie - nietypowo, ponieważ zawiązywany jest na podwójną wstążkę vintage.
Końcówki wstążeczek zakończone są metalowymi koralikami :)











Las w słoiku

Wczoraj odbyło się grzybobranie. Czułam się niemalże jak w hipermarkecie. Samochód przy samochodzie, wszędzie gdzie nie spojrzeć - grzybiarze z wiadrami. Pustymi wiadrami :) Poszła fama, że grzybów dużo, to i wrocławianie gremialnie w lasy pobliskie ruszyli a co za tym idzie - grzybów w lasach nie ma. Na dnie naszego kosza tylko kilkanaście podgrzybków i pęczek opieńków. Jednakże las cudowny... pachnący, przepięknie oświetlony, żółto-pomarańczowo-zielony. Polska, złota jesień w pełnym tego słowa znaczeniu. Mój zmysł plastyka nie mógł przejść obojętnie obok tych cudowności. Efektem tego jest projekt "Las w słoiku". Zobaczcie sami!






Na prośbę mego syna MINIONEK (On son's request MINION)

Któregoś dnia mój ukochany sześciolatek rzekł do mnie:
- Mamo, uszyj mi Minionka...
A ja na to:
- Z jednym okiem czy z dwoma?
- Z jednym. Będzie nazywał się Lens.
Cóż było zrobić - trzeba było szyć.

Problem stanowił wykrój.

Większość uszytych Minionków, które znalazłam na sieci była żółtymi naleśnikami z naszytym okiem.
A ja chciałam takiego prawdziwego Minionka, takiego, który trzyma formę i którego oko nie byłoby tylko naszyte, ale takie jak najbardziej prawdziwe.

W końcu sama doszłam do wykroju i po kilku próbach powstał finalny Minionek.

Oko natomiast, oko powstało z uszczelki do rur pcv, któe montuje się zazwyczaj pod zlewem czy wanną :)
Koncept ten narodził się podczas zakupów w Castoramie i świetnie się sprawdził!
Gogle te mają jeszcze tą cechę, że są zdejmowalne, co Juliuszowi się niezwykle podoba :)

Gałka oczna została zrobiona z filcu a spodnie z prawdziwych spodni, które nie nadawały się już więcej do noszenia.

Memu synowi się podoba, mnie się podoba a wśród znajomych z zer…