Przejdź do głównej zawartości

Powracam po chorobie, której nikomu nie życzę :)

W końcu wyszłam na prostą. Od tygodnia nawet głowy nie mogłam unieść, bo tak mnie bolała. Miałam wrażenie, że ktoś mi ją w imadło wcisnął na poziomie skroni i jednocześnie usiłował oczy wyjąć jakimś tępym narzędziem. Mama ma orzekła, że mam zapalenie opon mózgowych ja sama przewidywałam guza i to w płatach czołowych. Powód owych bóli okazał się być tak prozaiczny jak bolesny: rumień zakaźny. Moje własne dziecię przyniosło go z przedszkola a że ja dziecięciem będąc nie miałam okazji na rumień chorować - załapałam się na niego tym razem. Rumień zakaźny u dzieci przechodzony bardzo łagodnie i oprócz wysypki - niemalże niezauważalnie, u mnie urósł do rangi tego, co opisywałam na początku. Jednym słowem: koszmar i istne pandemonium. Na szczęście jednak już można uznać moją osobę za wolną od rumienia natomiast moje dziecię wręcz przeciwnie - ha ha! I tak zamiast cieszyć się z odzyskanego zdrowia kiszę się w domu z mym nadpobudliwym ostatnio pięciolatkiem gdy za oknem upał. No cóż: jak nie urok to sraczka :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mini album "Kindeness" Prima Rose Quartz

Tak... Fajnie jest wpaść z wizytą do znajomego sklepu i wynieść jeszcze ciepłą, świeżutką kolekcję Primy "Rose Quartz" :)
Powstał z niej mini album na czarnej bazie, dosyć prosty w konstrukcji i właściwie oszczędny w ozdobach. Został skonstruowany do pomieszczenia klasycznego formatu zdjęć 9x13.
Zamykany jest - jak dla mnie - nietypowo, ponieważ zawiązywany jest na podwójną wstążkę vintage.
Końcówki wstążeczek zakończone są metalowymi koralikami :)











Las w słoiku

Wczoraj odbyło się grzybobranie. Czułam się niemalże jak w hipermarkecie. Samochód przy samochodzie, wszędzie gdzie nie spojrzeć - grzybiarze z wiadrami. Pustymi wiadrami :) Poszła fama, że grzybów dużo, to i wrocławianie gremialnie w lasy pobliskie ruszyli a co za tym idzie - grzybów w lasach nie ma. Na dnie naszego kosza tylko kilkanaście podgrzybków i pęczek opieńków. Jednakże las cudowny... pachnący, przepięknie oświetlony, żółto-pomarańczowo-zielony. Polska, złota jesień w pełnym tego słowa znaczeniu. Mój zmysł plastyka nie mógł przejść obojętnie obok tych cudowności. Efektem tego jest projekt "Las w słoiku". Zobaczcie sami!






Na prośbę mego syna MINIONEK (On son's request MINION)

Któregoś dnia mój ukochany sześciolatek rzekł do mnie:
- Mamo, uszyj mi Minionka...
A ja na to:
- Z jednym okiem czy z dwoma?
- Z jednym. Będzie nazywał się Lens.
Cóż było zrobić - trzeba było szyć.

Problem stanowił wykrój.

Większość uszytych Minionków, które znalazłam na sieci była żółtymi naleśnikami z naszytym okiem.
A ja chciałam takiego prawdziwego Minionka, takiego, który trzyma formę i którego oko nie byłoby tylko naszyte, ale takie jak najbardziej prawdziwe.

W końcu sama doszłam do wykroju i po kilku próbach powstał finalny Minionek.

Oko natomiast, oko powstało z uszczelki do rur pcv, któe montuje się zazwyczaj pod zlewem czy wanną :)
Koncept ten narodził się podczas zakupów w Castoramie i świetnie się sprawdził!
Gogle te mają jeszcze tą cechę, że są zdejmowalne, co Juliuszowi się niezwykle podoba :)

Gałka oczna została zrobiona z filcu a spodnie z prawdziwych spodni, które nie nadawały się już więcej do noszenia.

Memu synowi się podoba, mnie się podoba a wśród znajomych z zer…