poniedziałek, 17 lutego 2014

WYZWANIE Craft Love w Studio 75




Skończyłam swojego kolejnego ślubnego boxa :) Jakoś tak ostatnio tkwię po uszy w klimatach vintage i shabby... Podoba mi się :)
Bazę do niego wykonałam podczas kolejnej, bardzo kreatywnej soboty z Lottą i jej mamą Jolą :)
Mam nadzieję, że obydwie panie zaprezentują swoje boxy w najbliższym czasie, ponieważ są nieziemskie!

Według wytycznych wyzwaniowych miała być baza z papieru kraftowego i sznurek. Myślę że na fotkach widać wszystko dokładnie - papier kraftowy widać na pokrywce a sznurek zarówno na pokrywce jak i wewnątrz. Poza tym napis "love" lub/i "craft". U mnie jest napis "love" -  na srebrnym serduszku przy kokardce. 

Oczywiście są też i piórka ;)












sobota, 15 lutego 2014

WYZWANIE Vintage Love w ScrapCafe



Dzisiaj pragnę zaprezentować mój najnowszy czekoladownik, zaprojektowany i wykonany na wyzwanie ScrapCafe.

Miało być vintagowo i miłośnie. Postanowiłam użyć jednego z prześlicznych obrazków ze starych pocztówek walentynkowych - jaskółki w gniazdku a pod spodem serce przebite strzałą :)
Czyż nie romantycznie i vintagowo? No chyba tak!

Do wykonania czekoladownika użyłam moich najnowszych wykrojników - piórek z Joy'a - w końcu je mam! Długo mi się nie znudzą, więc musicie się przygotować, że następne moje prace gdzieś je będą miały!

Tym razem fotki zrobiła Lotta - dzięki kochana!





piątek, 14 lutego 2014

WYZWANIE Retromania 1

Wyzwanie: Retromania 1


Tym razem zdecydowałam się na pracę dla nowo otwartego sklepu w stylu shabby-vintage. Lubię ten styl, chociaż nie widać tego za bardzo w moich pracach... Postanowiłam to zmienić.

Ten tryptyk tagowy powstał podczas przemiłego sobotniego popołudnia w towarzystwie dwóch rewelacyjnych osób - Lotty i Joli - pozdrówka dziewczyny!

Miał być mediowy, miał być shabby, miał być ze zdjęciami mnie z Julkiem. Myślę, że mi wyszło :)

Teraz pora zrobić zakupy w tym oryginalnym i obiecującym sklepie :) Już znalazłam coś dla siebie. Stemple Primy, które szukałam od dłuższego czasu ;)












czwartek, 13 lutego 2014

WYZWANIE Na Strychu "Maliny w Czekoladzie"



Dzisiaj prezentuję mój najnowszy wynalazek. Jest tak fajny, że aż nie mogę się doczekać, aby Wam go pokazać!

To "książeczka czekowa" na wspaniałe i czułe "usługi" dla par :) Są tam między innymi: soczysty buziak, kolacja przy świecach czy kąpiel z bąbelkami...
Wpadłam na to przeglądając różne inspiracje walentynkowe na pintereście. Były tam różnego rodzaju "talony", głównie na rozkoszny wieczór we dwoje. Pomysł wydał mi się przesłodki i oryginalny :)
Ale chciałam to jakoś wzbogacić, rozszerzyć przyjemność na dłużej. Stąd przyszła do mnie cała książeczka takich talonów.

Wzorowana trochę na staroamerykańskich biletach cyrkowych i kolejowych. Tekstura starego papieru, czarno-białe litograficzne banerki i bilet kontrolny do oderwania z boku. Smaczku dodają zasady korzystania z talonów wydrukowane na dole każdego egzemplarza.

Tak się ten pomysł spodobał wśród moich znajomych, że ten, który prezentuję na dole jest już sprzedany a kilka następnych jest już zamówionych :) Muszę zdążyć do walentynek... hmm...
Z pewnością ten produkt wejdzie na stałe do mojej oferty ;)

Zgłaszam tę pracę na wyzwanie bloga sklepu "Na Strychu", pod wdzięcznym tytułem "Maliny w czekoladzie".
Malinowe są u mnie róże i wstążeczka a czekoladowy jest papier :)














środa, 12 lutego 2014

Jak mi to wyszło? How I Make Bilbo Baggins?

Udało się!
Uszyłam i wykończyłam chyba najbardziej złożony kostium dla Julka w mojej karierze.
No, obok kostiumu Juliusza Cezara ;)
Miałam kilka "załamek" w trakcie tworzenia... sama jestem zaskoczona, że mi wszystko wyszło!
Pierwsza załamka przyszła tuż po zakupie materiałów, kiedy usłyszałam od swego syna:
- ja już nie chcę być Bilbem. Ja chcę być Frodo Bagginsem
- dlaczego? - zapytałam przerażona
- bo Frodo ma fajną pelerynę
- ale mamusia już kupiła materiał kochanie - powiedziałam błagalnym tonem
- no dobrze, niech będzie Bilbo...
Ufff...
Wyprawa po materiały też nie obyła się bez przygód.
Miałam kupić przez internet - żeby było taniej - tylko nie wiem czemu - pomroczność jakaś jasna mnie ogarnęła, że nie zamówiłam ich na czas.
Bal miał być we wtorek, więc materiały musiałam mieć najpóźniej w piątek.
Czemu zatem nie zamówiłam ich do środy, żeby mogły spokojnie przyjść do piątku?
Jak już mówiłam - pomroczność jasna :)
Jedyną deską ratunku była... Agnieszka!
To moja "szyjąca bratnia dusza" na warszawskiej ziemi. Osoba z pokładami Burd i takimi samymi dylematami szyciowymi co ja :) Poza tym matka dwójki dzieci w podobnym do Julka wieku.
Oczywiście - okazała się "lekiem na całe zło" i zawiozła mnie do sklepu, gdzie kupiłam wszystkie potrzebne materiały: czerwony sztruks, beżowy drelich, białą koszulówkę i zieloną chyba mikrofazę?


Wykroje znalazłam w Burdach:
- koszulę - Burda dla dzieci 1/2012 mod. 645
- kamizelkę i spodnie - Burda 06/2009 mod. 142 i 143
- marynarkę - Burda 02/2004 mod. 140, którą przedłużyłam i przerobiłam na surdut

Dodatkami uzupełniającymi kostium miały być:
- duże, gołe, owłosione stopy
- spiczaste uszy
- miecz "żądełko"
- guziki z symbolem żołędzia

Zaczęłam od zrobienia wykrojów.


Pierwszą uszyłam kamizelkę a jej szybkie i bezproblemowe uszycie dodało mi skrzydeł :)



Do niej zrobiłam z modeliny czepeczki na guziki, aby nadać kamizelce jak najbardziej wierny wygląd.
Nie są idealne :) Każdy inny, ale chociaż rozmiar ten sam ;) Pomalowane zostały bezbarwnym lakierem do paznokci.


Po kamizelce zajęłam się spodniami - te są najprostsze do uszycia. Materiał na nie był sztywny, ale łatwo poddający się obróbce - wszystko poszło gładko. W założeniu miały być luźne i szerokie. Dla ułatwienia na gumkę w pasie.



A tutaj rzut oka na warsztat pracy. Na podłodze widać wykroje :)


Przyszła kolej na koszulę - już ciut trudniejsza. Kupiłam na nią tańszą bawełnę, tak zwaną "kieszeniówkę", która generalnie służy do szycia poszewek kieszeni wszywanych do spodni :) 
Powodem była cena :) Bawełna koszulowa kosztowała za metr 22 zł a kieszeniówka 8 zł :)
Okazało się to potem dobrym wyborem, ponieważ kostium składał się z trzech warstw, więc cieniutka koszulka pod spodem nie powodowała przegrzania.

Krojenie odbywało się na łóżku. W tle widać mój niebieski niciak. Na łóżku obok nożyczek jest uszyty przez Agnieszkę przybornik krawiecki.



Koszula czeka na guziki :)



Na sam koniec przyszedł czas na surdut. Najtrudniejsza część kostiumu. Nie tylko ze względu na skomplikowanie, ale też materiał. Sztruks nie jest najłatwiejszym z materiałów :) Jest sztywny, gruby, nie poddaje się łatwo i do tego strasznie się sypie. Ten mój sztruks wszakże miał tę zaletę, że łatwo się prasował, co ułatwiało szycie. 
Tak jak wszystko do tej pory szło gładko, prosto i bez poślizgów czasowych, tak z surdutem zaczęły się przeboje.
Trzeba go było przedłużyć a do przedłużenia jest sześć elementów, które mają ze sobą grać. Do tego chciałam zaokrąglić końce kołnierza i poły przednie.
Krojenie poszło szybko.
Zaczęłam szyć. Zszyłam plecy, doszyłam boki, chciałam doszyć rękawy i zonk.
Okazało się, że źle przyszyłam boki do pleców - lewy do prawego i prawy do lewego.
A żeby było jeszcze gorzej, to zamiast odpruć te części i przyszyć dobrze, to postanowiłam odciąć niepasujące elementy i na siłę doszyć rękawy!
Normalnie kolejna pomroczność jasna!
"Zostaw to!" - pomyślałam - późno jest, zmęczona jesteś, zaczniesz jutro od nowa.
W tym czasie robiłam stopy. W tle widać przewieszony na krześle surdut a po lewej stronie na gablotce wisi koszula z kamizelką.



Stopy to była dla mnie największa tajemnica... Musiały być. W końcu to właśnie stopy tworzą osobliwy wygląd hobbita :) Najpierw miały być z masy papierowej w formie nakładki na kapeć.
Jednak z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że nie zdążę. Poza tym chciałam, żeby były jak najbardziej realistyczne.
W tym miejscu słuszną uwagę poczyniła Lotta - zrób stopy z rajstop!
Tak się stało.
Kupiłam w kiosku rajstopy damskie rozmiar 2, kolor beż, cena 3,50 zł i zadowolona wróciłam do pracy :)
Formowanie stóp nie było łatwe - zwłaszcza o 22 :)
Po wielu próbach podjętych na wielu rodzajach obuwia - najlepiej zaprezentowały się crocsy.
Są sztywne, lekkie a swoją budową przypominają rozczłapaną stopę.

W rezultacie wyszły tak:


Po stopach przyszedł czas na miecz - żądełko. 
Chciałam je zrobić z birmaty, żeby był taki ładny, gładziutki, ale oczywiście czasu zabrakło i wykorzystałam pudełko od papierów scrapowych.


Szablon znalazłam tutaj i jest fajny i prosty. Co najważniejsze - miecz wygląda realistycznie. 


Po wycięciu części posprejowałam je na srebrno - dzięki Inia za pożyczenie spreju!
Po wyschnięciu całość posklejana klejem na gorąco - trzyma się super!


Następnego dnia, a był to już dzień balu, od rana zabrałam się za naprawę surduta.




Żeby było bardziej interesująco, po skrojeniu uszkodzonych części, największy problem sprawił mi... kołnierz!
Nie wiem czemu, ale za Chiny nie mogłam dojść jak go przyszyć! Kolejna pomroczność!
Ale to chyba przez to, że przerabiałam mu brzegi - ze szpiczastych na zaokrąglone.
Nawet wszywanie rękawów - moja osobista zgroza - poszły bez problemów! A ten kołnierz... uh!
Nadal nie jestem z niego zadowolona. Wyszło na to, że z jednej strony jest dłuższy a to już jest dla mnie średniowieczną tajemnicą...

Koniec końców - skończyłam na czas :)
Bal był na 15 a ja skończyłam szyć o 12:30. Zdążyłam przed wyjściem jeszcze poodkurzać nitki i ścinki, ogarnąć biurko i o 14:30 wyszłam do szkoły zanieść kostium i pomóc Julkowi się przebrać.


Teraz ostatnia rzecz: sesja fotograficzna! Ciociu Lotko! Widzimy się już niedługo :)

I tak mój szalony plan: projekt Bilbo Baggins dobiegł końca a Julek wygląda jak prawdziwy hobbit!
Ciekawe co na przyszły rok wymyślimy... ;)














niedziela, 9 lutego 2014

Craft Wawa 2014

To tak zawsze jest.
Wiesz o tym ze sporym wyprzedzeniem, myślisz sobie jak cały dzień zaplanujesz, kiedy siądziesz, żeby coś zrobić na wyzwania lub konkursy a potem... 
Albo ci nic z tego nie wychodzi, albo siadasz do tego na kilka godzin przed czasem :)
U mnie wystąpił ten drugi przypadek. Do wykonania identyfikatora i notesu wymiankowego siadłam o 21:15 dnia poprzedzającego :)
Jedno się liczy: zdążyłam.
Oto mój identyfikator




Jak to w moim stylu: skrzydła i/lub piórka musiały być!
Poza tym jakiś "bling", zawijas, kwiatek. Ponieważ od niedawna wróciłam do swojej fascynacji filcem - róża na identyfikatorze została wykonana właśnie z filcu - wyszła super - zdjęcia nie oddają jej uroku...

Teraz notes. Mój wyglądał tak:





Ciekawa jestem kto go dostał... nie było mnie na początku losowania, więc nie zdążyłam poznać szczęśliwca :) 

Ja natomiast wylosowałam taki oto, prześliczny notesik autorstwa Krzysi z bloga decozebra.blogspot.com - dziękuję!



Jak to zwykle na zlotach bywa, przynajmniej u mnie, zapomniałam o aparacie i robieniu zdjęć :)
Przypomniałam sobie o nim dopiero na warsztatach Jamajkowych, na których byłam z Lottą.
Dziękuję dziewczyny za świetne towarzystwo a Marcie za podzielenie się swoimi technicznymi sekretami :)



Generalnie było fajnie :) Poznałam kilku świetnych ludzi, z którymi, mam nadzieję, pozostanę w kontakcie.
Poplotkowałam trochę, zrobiłam drobne zakupy i zmęczona wróciłam do domu.
Moi faceci na szczęście poradzili sobie a ja, ku własnemu zaskoczeniu, padłam na wyrko około godziny 21 i obudziłam się o 9:30 rano :)
Do następnego razu!